Chcę być ładna

Wybrałam sobie dziwną pracę. Nie jestem aktorką a jednocześnie godzę się na to, że jestem ustawiana, malowana i ubierana i mam być wesoła. Wszystko to za cenę możliwości powiedzenia tego, co myślę.

Potem płacę powtórnie i każdy może napisać pod moim zdjęciem, że mam okropny głos, żółte zęby, straszne brwi. 

Codziennie zastanawiam się czy gdybym była mężczyzną, Kamilem Durczokiem, to byłoby takie ważne w co jestem ubrana.

Mamy równouprawnienie.

Na samym dnie, samiutkim, to jak wyglądam jest dla mnie sprawą drugorzędną.

Nie zastanawiam się na co dzień nad tym jaki mam biust, zęby i brwi. Wolę patrzeć na drzewa i  zmieniające się pory roku. Na miejsca, w których miasto pokazuje swoje żyły i kable w kawałku ulicy, ze zdartym asfaltem. Czytać listy o Polsce naklejane przez schizofreników na słupach ogłoszeniowych. Być patrzeniem i słuchaniem. 

Próbowałam przypomnieć sobie, kiedy zaczęło zależeć mi na tym, żeby być ładną. Kiedy miałam 6 lat chciałam być D’Artagnianem, prosiłam mamę żeby kupiła mi szpadę. Bawiłam się z wymyślonymi przyjaciółmi w ogródku. Nienawidziłam pani Wiosny, musiałam mieć na winylu jakąś bajkę, której była głównym bohaterem. Efemeryczna, z dużym cycem, długowłosa miła blondynka. Taką ją widziałam i takiej jej nienawidziłam. Pogodynki. Ja chciałam nauczyć się wspinać na drzewa i najbardziej lubiłam chodzić w kąt ogródka babci, gdzie składowane były odpady z zakłady ślusarskiego. Setki obrzynków ze stali, rdzewiejące pod płotem, wijące się wokół tajemniczych grubych rur, umazane błotem wymieszanym z tęczowym smarem. To była moja rzeczywistość. 

Nie wiem, kiedy dowiedziałam się że istnieje możliwość bycia brzydką. 

Pewnie kiedy chłopcy zaczęli dorastać, a ja tak bardzo chciałam miłości.

Ale nie chciałam być taka, jak te dziewczyny, które im się podobały. Długowłose blondynki w obcisłych swetrach chodzące na tenisa. 

Miałam 18 lat, kiedy mój kolega powiedział, że jestem niezłą dupą. Była to najmilsza rzecz, jaką usłyszałam od chłopaka.

To kryterium zawsze było dla mnie jakieś niezrozumiałe i odległe. Zorientowałam się zresztą, że dziewczyny, które podobają się dziewczynom wyglądają zupełnie inaczej niż dziewczyny, które podobają się chłopcom. To nie pomogło. Zrozumiałam, że mogę nosić buty na obcasach i sukienki i to wtedy będę ładna. Ładna według kogo? Komu i dlaczego chcę być ładna?  

Ja nie widzę ze środka różnicy. Kiedy wkładam kurtkę, jest mi cieplej i lepiej patrzy mi się w okna kamienic, pod którymi przechodzę wieczorami, bo nie marznę, mogę więc dłużej wpatrywać się w przedmioty, które w mieszkaniach umieszczają ludzie, których nigdy nie poznam. Kiedy mam mocne buty, czuję że mogę iść przed siebie i oddychać. I śmiało patrzę wszystkim w oczy i nie zastanawiam się. Potrafię całymi dniami chcieć mieć na głowie czapkę, żeby się schować, żeby być jeżykiem, leśnym zwierzęciem, ciekawym świata, nie poddającym się ocenom.

Ale potem pojawiają się inne dziewczyny.

I nagle czuję, że mogę być taka ładna jak one. Co to znaczy? Że mogę mieć sukienkę i buty na obcasie. I wtedy osoby w tramwaju nie mówią do mnie na ty „uważaj, jedzie kanar”, tylko się mnie boją, zamieniam się w królową.

Jest to dziwne.

Ponieważ w środku chcę być istotną pozapłciową, leśną, zieloną łuczniką, która z obnażoną piersią skacze boso po mchu i zaprzyjaźnia się ze zwierzętami. Dla zwierząt bowiem tym bardziej nie muszę być ładna.

Ładny nie może mieć plam łuszczycowych, nie może mieć wrastającego paznkocia. Nie ma atramentu na wszystkim, ani ogryzionych z naskórka kciuków. Ładnych mijam każdego dnia na plakacie, gdzie są zrobieni z kartongipsu i kiedy potem siedzę u fryzjera, oglądam ich w gazetach, które są dla kobiet. I w artykułach napisane jest, że to straszne, że anoreksja, że modelki nie wyglądają jak prawdziwe osoby i że trzeba przywracać kobiece kształty. Przewracam stronę i widzę dziewczynę która w rzeczywistości nie istnieje. Szczerze mówiąc nie wiem czy jest ładna.

Bo ładność to naprawdę stan duszy. Ładne są nie te dziewczyny, które malują sobie usta czerwoną szminką, ale te które chcą przytulać innych, gdy źle się czują, te które z nieśmiałością mówią o tym, czego się boją i że czegoś nie rozumieją. Te, które potrafią powiedzieć, że sobie nie radzą. Te, które chcą być jeżykami. Nie są ładne te, które udają kogoś kim chciałyby być, kostium kąpielowy, albo do gorsza gotycką wokalistkę z okładki gazety dla osób interesujących się okularami przeciwsłonecznymi. Ładne są te, które chcą mówić prawdę.

Przez całe lata ja, zielona łuczniczka, tkwię w miejscu, w którym nie wolno mieć łuszczycy. W magicznej telewizji, gdzie Anna Popek zakłada nogę na nogę i jest zadowolona. Przez całe lata przychodziłam do pracy i mówiłam „ej, dzisiaj powiem o tym, że mam doła, dobrze? I że nie chce mi się mówić”. I robiłam to. Robiłam to tak długo, aż poczułam, ze dwie części mnie, ta z Falenicy, patrząca z chorą fascynacją na zwłoki ślusarskich odpadków i ta, która wytykana jest palcami przez dresów, bezimienna „taztelewizji” scaliły się w jedno. To była moja misja. To był mój antytaniec z gwiazdami.

I nagle znalazłam się zupełnie gdzie indziej, tam gdzie już nie wolno się zająknąć i powiedzieć „elo”, tam gdzie umawiamy się na wyniki. I miejsce to jest internetem i telewizją jednocześnie. I nagle tam zajrzałam ciekawa, choć wiedziałam, że będę żałować. Ale nie wiedziałam, że aż tak. Pod każdym małym moim malutkim zdjęciem napisane jest, że mam brzydkie ramiona, że powinnam pracować w radio, że wydepilować brwi, że widać mi sutki. Że to niemożliwe, żeby takie szkaradztwo tyle lat pracowało w telewizji. Że jestem tak brzydka, że nie można się skupić na tym, co mówię.

Wszystkie te superintymne rzeczy czytają moi pracodawcy, przed którymi następnego dnia muszę stanąć i oni najpierw oceniają, czy odpowiednio wyglądam. A potem mam mówić wesoło.

I zrobiło mi się nawet nie przykro. Poczułam się jak wariatka. Wariatka, która wierzyła, że to co robi, robi dobrze. Wariatka, która uwierzyła, o naiwności, że może być tak ładna, jak te inne dziewczyny.

Nieważne było też co mówiłam. Jestem dziewczyną. Mam być ładna jeśli chcę być dziennikarką. 

Zaczęłam wierzyć w to, że nie mogę iść po podwyżkę. Nie po tym. Nie po dwustu komentarzach.

Zatkana tą nowouzyskaną wiedzą siedziałam w nocy na swoim łóżku. Musiałam szukać pomocy. Nie mogłam spytać całego świata, czy jestem ładna. Mogłam tylko cicho zmienić sobie status na fejsbuku. I usłyszeć od osób, że oszalałam, że się tym przejmuję. Tylko żadna z nich nie staje tam codziennie wystawiając się na publiczną ocenę. I jestem pewna, że gdyby było to ich udziałem tak samo jak ja w osłupieniu środka nocy nie wierzyliby własnym oczom. A przede wszystkim samym sobie. 

Tak naprawdę nikt tego nie robi, bo nie ma jak. Nikt nie pyta „czy jestem ładny?” tylko ewentualnie liczy na to, że rzeczywistość to zweryfikuje. Znam mężczyzn i kobiety tak potrzebujących tego potwierdzenia, że uprawiają seks z ludźmi, których nie znają. Wydaje im się to najwyraźniej mniej odzierające z godności, niż pytanie na fejsbuku. Pytanie na fejsbuku nie jest ok.

Znam też takich, i chcę być taka jak oni, którzy nie potrzebują żadnego potwierdzenia z zewnątrz. Ich ciało zostało im dane do tego, żeby doświadczali przez 60-70 lat piasku, śniegu, zmęczenia, widoku dużych obiektów, hałasu, głaskania, zapachu drożdży. 

Moje też.

Wiem, że mogę robić magiczne totemy z plastikowych zdekapitowanych zwierząt, wiem, że mogę dawać z siebie tyle, żeby powtarzać „taki jaki jesteś, jesteś w porządku” tym innym, zupełnie takim samym jak ja osobom, których indiańskie imię brzmi Niewystarczający.

Tak naprawdę nie wiem, czy chcę być ładna. Na pewno nie taka jak Pani Wiosna, jak Pogodynka, jak ociekająca beżem kobieta sukcesu w subaru. Ale mam pustość w sobie niewiedzenia czy jestem wystarczająca. I dlatego, tak jak inne dziewczyny, potrzebuję dwóch godzin przed wyjściem. Dwóch godzin na przygotowanie się na wojnę ocen, na stanięcie w szeregu pierwszej, a nie drugiej ligi. Na czucie się lekką i wyprostowaną. Dlatego dziewczyny kupują nowe buty i sukienki, bo w nich jeszcze wcześniej nie wyglądały, a teraz mogą być zupełnie nową sobą, w nowej zbroi, przygotowane na to że nikt się nie przypierdoli do ich chłopaka, albo na to, że inny, jeszcze ich nie chłopak, na chwilę napełni im to „jestem brzydka” dziwne poczucie zaprzeczeniem.

Można nie być brzydkim, ale czuć się brzydkim. Szczególnie, kiedy jest się dziewczyną.

66 thoughts on “Chcę być ładna

  1. Piękny wpis pióra wyjątkowo pięknej osoby. Gratuluję!

    • popieram ! super artykuł. zgadzam sie w 100%. sama czesto sie nad tym wsyztskim zastanawiam i naprawde widze ze nie jestem sama. z jednej strony ciesze sie ze sa ludzie co tak mysla ale z drugiej jakie to tragiczne ze tak jest. jestesmy owladniete tym co nasz otacza, czyli tym co sie sprzedaje. niby wolne ale tak ograniczone. mam cicha nadzieje ze kiedys nie bedzie juz tych zbendych dwoch godzin przed wyjsciem.

  2. Goska! Co Ty pieprzysz? – to byla pierwsza moja mysl. Jestes bardzo w porzadku! Wszystko z Toba ok. Oczy i nos masz na twarzy, na brzuchu pepek, dwie rece i nogi, i serio – jestes ladna. Jak wstaje rano i widze swoje odbicie to zastanawiam sie czy to ja, czy nie ja, ale jak juz sie ogarne to wygladam JAKOS i do ludzi mozna wyjsc. Po co mam byc ladna? Mam sie czuc dobrze sama ze soba. Ty tez. Masz z tym problem? Zmien cos – fryzure, ciuch, cokolwiek. Ale nie siebie! I na pewno nie dlatego, ze banda nastolatkow krytykuje Twoje brwi.
    Btw. podziwiam Cie ogromnie za posiadana wiedze! Za to, ze z sensem gadasz/piszesz.
    A tak ogolnie – pod tym co napisalas podpisuje sie obiema lapami! Dobre to bylo! 😉

  3. dziękuję za ten tekst.

  4. piękny jest ten wpis. na pewno będę do niego wracać.
    dzięki.

  5. Świetny tekst.

  6. dziękuję. jest tu wiele rzeczy, które ciągle mam w głowie.

  7. wiele moich myśli wkradło się w ten tekst – od razu lepiej na duszy, bo i ktoś inny ma podobne dylematy.

  8. Małgorzato Halber, jesteś najpiękniejsza. I czytając to popłakałam się nad stanem rzeczy, który jest tak oczywisty, że był trudny do zauważenia, a który zauważyłaś i od teraz inaczej będzie mi się zakładało rajstopy z dziurą na palcu.

  9. jest moc 🙂 będę zaglądać !

  10. A w ogóle to wcale nie znam Cię z telewizji, tylko z Za wcześnie nas wypuścili, i kupiłam sobie kiedyś brokatowy lakier do paznokci, żeby wyglądać jak Ty. Taka anegdota.

  11. taktaktaktak

    dance by the stars on night sky in summer

  12. Tak, jak milion komplementów nie może zbudować dobrej samooceny, którą jedna negatywna uwaga może rozwalić, tak i mój osobisty (ale wcale osamotniony) głosik prawdy to kropla przeciwko bezdennemu oceanowi ludzkiej głupoty, która zdaje się być jedynym powodem, by zważać na Twoje brwi bądź sutki w obliczu autentyczności, która wypływa z Twoich ust lub nieopisanego piękna każdej, dosłownie każdej rzeczy, którą robisz, tworzysz, rysujesz, wyszywasz, piszesz i dajesz ludziom z wnętrza siebie. Jesteś wybitną indywidualnością, jesteś wyjątkową jednostką, bo jesteś sobą i o pięknie, poza telewizją, internetami i całym tym przyziemnym światem ze swoim wyregulowanym (jak brwi), tępym rytmem, po prostu nie może decydować wygląd. Przedwczoraj moja przyjaciółka powiedziała (co mówi zresztą raz na tydzień), że kurde Bohater to jej życie, że to o niej i nie jesteśmy w stanie wskazać osoby, która tak czai bazę, jak Ty, a ja odpowiedziałam na to z uśmiechem wiernej fanki na ustach „bo to Małgorzata Halber, to jak marka”. „Bo ładność to naprawdę stan duszy.”, to truizmy i to, co napisałam, troszkę fanatyczne, no ale chciałam anonimowo zaznaczyć, że po prostu życzę Ci (jeny, zawsze walę tak na „Ty”), żebyś nigdy nie wątpiła w swoją wartość, a wszystkie głosy podziwu zawsze były ważniejsze niż te pseudoodważne, bo anonimowe komentarze nt. Twojego zewnętrza, najczęściej pisane przez zazdrosnych frustratów.

  13. W życiu bym nie podejrzewał, że ktoś może tak wziąć do siebie to co powiedzieli o nim inni…

  14. Pani znana z TV czasów dzieciństwa – jak na nastolatkę imponowała wtedy pewnością siebie i wywoływała nieodparte wrażenie, że jest tam, bo ma coś ważnego do powiedzenia.
    Dla mnie samej, zakompleksionej 11-latki wgapionej w telewizor, było coś drażniącego w tej postaci, zawsze stwarzającej wrażenie idealnie sobie wystarczającej – nie próbującej szminką, uległym, przepraszającym uśmiechem, kokieterią, fryzurą czy dziewczyńskim ciuchem zjednywać sobie widzów, usprawiedliwiać swojej obecności na ekranie czymkolwiek innym niż to właśnie, co miała do powiedzenia.
    To, co mnie wtedy drażniło to zdumienie i cholerny poznawczy dysonans – bo ta Pani była wolna od standardów, które ja 11-letnia już wtedy dałam sobie narzucić i przyjęłam za własne. Dobrze, że nadal jest wolna i fajnie, że powstał o tym tekst. Dzięki!

  15. Brawo.
    Za odwagę, by o tym mowić. Niebo pojęciu piękna, tylko o tym, że przyszło nam żyć w rzeczywistości będącej permanentnym castingiem.
    Pieprzyć to. Trzeba się od tego odciąć. Żyć i iść przez swiat po swojemu i w zgodzie ze sobą.
    Pozdr.

  16. Warto odpowiedzieć sobie na pytanie „co to znaczy ładna/brzydka”?
    Według jakich standardów? Kto ma to oceniać?
    Czy zrobienie sobie kreski na oczach czy nawalenie na rzęsty tony tuszu sprawi, że jestem ładna? Ten tusz jest ładny, czy zmasakrowane nim rzęsy imitujące coś nienaturalnego? Czy założenie szpilek (niewygodnych, niestabilnych, niezdrowych butów) to sprawi? W czyich oczach? Jak wiele osób używa w stosunku do czegoś tak głupiego (i w przenośni i dosłownie) jak but stwierdzenia „seksowny”? Czy but może być seksowny?
    Porzuciłam już dawno ocenianie.
    Wolę obserwację.
    Obserwacja różni się od oceniania tym, że przy ocenianiu traci się dystans. Wydaje się sąd. Obserwator jest bezpieczny. Obserwuje. Bez większych emocji.
    Byłam dziś na Kongresie Kobiet. Poza sporą wartością merytoryczną (którą warto podkreślić) – była tam także rewia mody. Szpilek od zatrzęsienia. Ilość makijaży na twarzach – wielka. Kobiety bardzo mocno postrzegają same siebie przez pryzmat wyglądu. To widać gołym okiem. Są na nim zafiksowane. Oglądają swoje paznokcie, ubikacje to istna sala make-upów.
    Po co?
    Kto definiuje to piękno w taki sposób? Kto to zrobił i dlaczego tak wiele kobiet w to uwierzyło? Że nie mogą być sobą? Mogą! Piękne, zwyczajne. Wolne od tego parcia w stronę czegoś, co z mich obserwacji bardziej przypomina groteskę niż faktyczne piękno. Ale nie jest to śmieszne. Bo jest w tym jakieś zagubienie. Jakaś nieświadomość tego Kim tak na prawdę jesteśmy, Jest w tym obraz istot podatnych na wpływy, na manipulacje. Na dążenie do standardów, które są przyjmowane na zasadzie: „bo są”. Ale czy prawdziwe? Czy mądre? Czy zdrowe?
    To, co nam zafundowało (i same sobie fundujemy) to tylko fikcja. To nie ma nic wspólnego z pięknem. Bo piękno to nie kreska na oczach, czy rzęsty obrastające w tuszach (co na marginesie im szkodzi). Piękno to my – Istoty.
    Porzuciłam malowanie jakiś czas temu i dzięki temu wiem, jak silnie ono uzależnia. Zajęło chwilę, zanim przestałam spoglądać w lustro przy każdej możliwej okazji… Ale warto było. Nie mogłam znieść, że głupi tusz (który mnie męczy) sprawia, że czuję się lepiej. Co było z moim poczuciem wartości? Ulokowanie swojego poczucia wartości i samopoczucia w czymś tak głupim jak tusz do rzęs… to obłęd. Poczucie wartości od tego NIE POWINNO ZALEŻEĆ! 🙂 Warto o tym mówić. W domach, w szkołach. To chore… Niezdrowe. I ma przykre konsekwencje, z którymi meczymy się ciągle – postrzegane przez dziwne pryzmaty. Bo większość Kobiet… samych się tak postrzega. Warto to zobaczyć. 🙂

    Dla mnie płcią piękną są mężczyźni.
    Wynika to zapewne z mojej seksualności, ale także uwielbiam w nich to, że widzę ich twarze. Naturalne, piękne, bez zbędnych pseudo ulepszaczy. No i bez tych dziwnych (dla mnie niestety nieco komicznych) póz, jakie przyjmują często kobiety nosząc na przykład dziwaczne buty, które nie wiedzieć czemu są w oczach wielu synonimem kobiecości i seksapilu…
    Odkąd tak postrzegam nie mam problemu – nie odbieram kobiet przez pryzmat ich roli bycia „płcią piękną”, bo dla mnie nie są. I tak na prawdę nigdy nie były. Zawsze zastanawiało mnie, czemu funkcjonuje w społeczeństwie ten slogan.
    I w końcu odkryłam, że w społeczeństwie może dziać się wiele, ale nie musi w mojej głowie. Ja nie muszę się z tym zgadzać.
    Pamiętajmy, że społeczeństwo to my. My kobiety również. Odpuśćmy same sobie już ten „kult wyglądu”. Idzie w stronę groteski… Już tam jest…
    PS: mnie to nie dotyczy. Ja odpuściłam… 🙂

    • mocno popieram 🙂 Tez byłam dziś na KK i widziałam – WOLNE, Świadome, ale od czego wolne i czego świadome??? Niektóre oczywiście.

  17. „Można nie być brzydkim, ale czuć się brzydkim. Szczególnie, kiedy jest się dziewczyną” – powiem więcej: można czuć się na cenzurowanym nie pracując w telewizji. Myślę, że każda dziewczyna chce być jeżykiem, więc czas przestać poddawać się na wzajem nieustannej ocenie.
    Odkąd byłam mała czułam się pod różnymi względami „niewystarczająca” dla całego mojego otoczenia. Do dziś towarzyszy mi w głowie wiele krzywych spojrzeń i przykrych słów, których nasłuchałam się na mój temat. Niby małe pierdółki, ale nadal bolą. Chciałam być ładna i fajna. Skoro się nie udawało to CHOCIAŻ mądra. Dziś musze samą siebie stopować przed półgodzinnym poprawianiem kształtu kreski na powiece i ponownym wkładaniem „zbroi” i barw wojennych zanim wyjdę do ludzi. Czas dbać o siebie ze względu na siebie, a nie innych i tego co sobie pomyślą. Życzę tego wszystkim. Mnie udaje się na razie tylko czasami .

  18. Ty masz wystające sutki, ja blizny po wypadku. Na twarzy. Codziennie dwie godziny przed wyjściem? Dla mnie to minimum.
    Rozumiem, o czym piszesz. Nawet przed tym wszystkim szukałam w sobie niedoskonałości, pomagali „życzliwi” znajomi. Popularność nie jest dla mnie, nie mam prawa wyjść przed szereg. Nie mam prawa być mądra, nie mam prawa nic umieć. Nie może być mnie widać. *Boję się* odzywać i pokazywać swoje prace. Bo jeszcze ktoś mnie zauważy i wyleje się na mnie to całe gówno.

    Jesteś moją bohaterką.

  19. Doskonale rozumiem Pani rozterki. Ja sama, chociaż jestem zaledwie informatykiem, ciągle czuję się oceniana i widzę, że chętniej się mnie słucha, kiedy ładnie wyglądam. Na szczęście nikt nie publikuje komentarzy na temat mojego makijażu i obcasów, ale spojrzenia robią swoje. Jeżeli to jakieś pocieszenie, to nikt nie będzie za ćwierć wieku wspominał tych wszystkich doskonałych laleczek, a ja kilka dni temu myślałam o tej fajnej pannie, która opowiadała mi o The Beatles, kiedy byłam młodym szczylem. Pozdrawiam 🙂

  20. też-nie-pogodynka

    Pani Małgorzato, proszę mi wierzyć, że jako nastolatka, słuchałam Pani z przyjemnością, ale jednocześnie zazdrością, że nie wyglądam tak, jak Pani…
    Dziękuję za ten (tak pięknie i mądrze napisany!) tekst.
    Z jednej strony to przykre, że tak wiele z nas ma potrzebę zweryfikowania swojej urody, otrzymania akceptacji, potwierdzenia, że jest się „wystarczającą”. Z drugiej strony, to w jakiś sposób krzepi. Bo skoro ci, którzy dla nas nie są brzydcy, myślą o sobie, że są; to może my, myśląc bardzo krytycznie na swój temat, także się mylimy? … Może nieco absurdalnie przypomniała mi się w tym miejscu rewelacyjna animacja Natalii Brożyńskiej „Drżące trąby” https://www.youtube.com/watch?v=8r5VMkZFC-Y. Chcemy być jak inni, nie wiedząc, że ci inni, chcieliby być tacy jak my…
    Jeszcze raz bardzo dziękuję za ten tekst!

  21. Zdałam sobie sprawę, że odkąd widziałam Cię po raz pierwszy w jakiejś TV, zdaje się w muzycznym kanale, uważałam, że jesteś jedną z ociekających beżem dziewczyn, które chcą być Ładne i…nie znosiłam Cię! Podobnie jak innych Pań z Telewizji, które były swoją garsonką. Ja chciałam mieszkać w lesie i chodzić po grubym mchu kiedy mi się spodoba. Wolę kiedy mówisz co myślisz i nie silisz się na ideał. Takiej chce mi się Ciebie słuchać. Co za ulga że nie jesteś Ładna w tym plastikowym sensie!

    • Plastikowy sens jest „ładny”.
      Te Panie z magazynów z rozchylonymi ustami są ładne? To jest „piękno”?
      To jest KOMICZNE.
      I dopóki Ludzie (Kobiety przede wszystkim) tego nie zrozumieją, że szkopuł tkwi w postrzeganiu – nic z tego nie będzie.
      Kulturowo-społeczno-medialna nagonka narzuciła pewien typ i nazwała go „pięknym” i ludzie ślepo lecą jak muchy do czegoś, co z daleka pachnie groteską.
      I dla mnie z pięknem nie ma NIC wspólnego.
      Sztuczne, tandetne, przereklamowane i często w swym sileniu się na kontekst seksualny (np. ciągłe rozchylone usta) – bardzo, bardzo niesmaczne.
      Najpierw sami się Ludziska zastanówcie czym dla Was jest piękno.
      Tą propagowaną wszędzie jako kanonik pseudo piękna „powłoką”? Kipiącą tuszami, lakierami, kolorami?
      Papugo – klauny?
      OBUDŹCIE SIĘ LUDZIE! 🙂

  22. Wyraz twarzy będący odpowiednikiem naszego uśmiechu to u rezusów znak podporządkowania, przypisany osobom stojącym niżej w hierarchii. Pokazywanie siebie, czyli nadawanie sobie wagi, stawianie siebie w świetle to rodzaj zachowania osób dominujących. To dlatego nie ma kobiet w filmach ani dziewczynek w serialach. Nieważnych nie widać. Historia jest o królach. Strażnicy statusu to zwykle osobniki młode, które dopiero co przyswoiły sobie zasady, stąd te ataki, tzn z tej strony i z tego powodu. Wiem, łatwo jest się mądrzyć, ciężko przeżyć próbę linczu. Ja kilka przeżyłam, pani też dycha, będzie dobrze 🙂

  23. Nigdy wszystkim sie nie dogodzi. Zawsze sie cos znajdzie, zeby skrytykowac.
    Najwazniejsze to czuc sie dobrze we wlasnej skorze. Pozniej te pewnosc siebie widac. Bo najwazniejsze jest co ja mysle. Nie inni. Nie sa mna. Nie rozumieja i najwyrazniej nie chca. Ich prawo.
    Bledem jest czytanie komentarzy w internecie. Od dawna wiadomo, ze to miejsce w ktorym ludzie wylewaja nienawisc. Sa przypadki ludzi popadajacych w depresje po czytaniu o nich samych. Wiadomo, ze nie jestesmy idealni. Kazdy ma inny punkt widzenia. Po prostu nie czytac, jesli nie trzeba. Tylko zatruje dusze.
    Czym jest piekno? Dla mnie to jest to, co zostaje po zmyciu makijazu. Liczy sie ten mocny krok w butach i silny charakter. Pozytywne myslenie.
    Inni? To nie ja. Niech beda soba a ja soba. Bo tak chce.

  24. Jest jeden sposób, żeby ominąć ten wyścig na bycie ładnym. Wystarczy wejść w grunge, metal, i nagle jest się ocenianym w innej skali. Nie jest to jednak rada, bo do telewizji takich nie wpuszczają. Na szczęście do redakcji gazet już tak.

    Nie zmienia to faktu, że wątpliwości zawsze będą towarzyszyć. Chociaż, zupełnie odwrotnie niż Ty, pobłażliwego traktowania doświadczyłam będąc właśnie „ładną” w tym popularnym rozumieniu. Pozdrawiam.

    • Szczerze mówiąc uważam, że nie zawsze jest to wyjście (szanując Twoje zdanie oczywiście). Siedzę na co dzień w takich klimatach ale mimo wszystko, jak zapewne większość kobiet, czuje potrzebę bycia hmm nie – czucia się piękną.

  25. Cudownie prawdziwy tekst o kobiecej codzienności, o tym co robi z nami społeczeństwo i tym jak postrzega naszą wartość. Bardzo dziękuję, że ktoś wreszcie miał odwagę to napisać.

  26. Bardzo dziękuję za możliwość wglądu w Twoją osobowość.

  27. moja była też zgłaszała z tego tytułu niezadowolenie, ale jednocześnie nie czuła zgrzytu, kiedy mruganiem oczętami wykręcała się od zapłacenia mandatu. w pełni rozumiem przesłanie tekstu i absolutnie popieram („aktorka poszła do sklepu nieumalowana, JEJ KARIERA KAPUTT”), niemniej nie zapędzałbym się w zarzucaniu niesprawiedliwości – wymogi dot. wyglądu kobiet nie wynikają ze złośliwości, braku równouprawnienia czy seksizmu (nie twierdzę, że coś takiego zostało tu powiedziane, ale spotkałem się z takimi opiniami od innych osób), a z powszechnie przyjętego założenia, że kobieta jest „płcią piękną” – zarówno w oczach mężczyzn, jak samych kobiet. owszem, w przypadku Kamila Durczoka strój nie miałby takiego znaczenia (pomijając już, że mężczyźni niezależnie od pogody mają jeden strój do wyboru – siedzenie pod krawatem w lipcu FTW) , ale też Kamil Durczok nie cieszyłby się takimi nadprogramowymi względami ze strony świata jak mniej istotna w redakcji, acz atrakcyjna dziennikarka. a niestety niemało kobiet lubi korzystać ze swojej płci – to utwierdza stereotypy, i w efekcie niepodkreślanie własnej urody jest odbierane jako nonszalancja wobec danego przez naturę potencjału.

  28. dziękuję za to co napisałaś. to bardzo blisko mnie.

  29. naprawdę warto się od tego uwolnić.
    ja uwolniłam się od makijażu parę lat temu i ostatnio miałam dość absurdalne doświadczenie, które uświadomiło mi to, jak powszechne musi być to pragnienie, żeby wyglądać „ładnie” według norm telewizyjno- magazynowych.
    Pracowałam jeden dzień dla telewizji, ale nie miałam być widoczna na wizji. Gdy odprowadzałam uczestniczkę programu do pokoju, w którym miała być pomalowana, mnie też makijażystka chciała pomalować. Ja jej na to, że przecież nie będę na wizji, więc po co? Była w szoku. Powiedziała: „Ale jak to, nie chcesz?” No właśnie. jak można nie chcieć skorzystać z darmowej okazji do upiększenia, i to w telewizyjnym stylu?

  30. Wmurowało mnie. Nie wiem co powiedzieć, bo pamiętam jak dziś, kiedy będąc posiadaczką pryszczy, ciała jakoś przedziwnie zwymiarowanego w braku jakiejkolwiek symetrii, oglądałam Ciebie w okienku telewizora. I pamiętam tę myśl „ojezu, ale bym chciała być jak ona. ona taka fajna, taka wyluzowana, te brwi takie zajebiste, szczupła taka.” A potem trrach, lustracja rzeczywistości w wiecznie upapranym lustrze w przedpokoju. Brak akceptacji, załamka i świadomość, że nigdy nie będę taka jak ktoś, kto akurat wydawał mi się wtedy fajny. Co teraz? Jak żyć?
    Po latach dotarło, że mogę być tylko lub aż sobą. I chyba mi z tym fajnie. Znośnie przynajmniej.
    Dziękuję za piękny tekst. I mądry przede wszystkim. Czekam na jeszcze!!!

  31. Aleksandra W. R.

    Dzięki! Ja też jestem łuczniczką związaną z ziemią, naturą. Szukam możliwości zatarcia różnic płciowych w relacjach międzyludzkich, staram się doceniać wnętrze, a nie patrzeć na to, co na zewnątrz, choć nie jestem wolna w swych ocenach od naleciałości stereotypowych skojarzeń. Tak. Tych, które wpoiło mi społeczeństwo, otoczenie. Że jestem gruba, brzydka. Że jestem nienormalna, bo mając 8 lat daję „Walentynki” pięciu kolegom z klasy. Ja tylko doceniłam ich przyjaźń, lubiłam ich i chciałam sprawić przyjemność! Najgorzej, że to głównie dziewczyny rzucały mi kłody pod nogi. Dla chłopaków i tak byłam niezauważalna, ale to dało mi przewagę, by być ich kumpelą. Mogłam stać się taka jak oni, mimo cycków. Żartowałam, gadałam o muzyce i filozofii, grałam w gry komputerowe, trenowałam Karate (i chodziłam po drzewach). Kiedyś się to zmieniło, nawet nie zauważyłam. Nagle słyszę, że jestem ładna, nawet piękna. Od dziewczyn i od chłopaków! Ale puszczam to mimo uszu. Przecież jestem taka sama jaka zawsze byłam! Dziwna sprawa z tymi butami na obcasie i sukienką. A jeśli dodać, że zdarza mi się wyjść na parkiet, by zażyć nieco ruchu, to nagle otoczenie zaczyna reagować jeszcze inaczej. Zmieniam się z leśnej łuczniczki, której nikt nie szuka – w Artemidę, boginię łowów. Tylko sęk w tym, że akurat średnio interesuję się polowaniami. Wyrosłam z tego. I jak tu się ze sobą pogodzić? Potrzeby i ograniczenia? Czas pokaże. Pokieruje mnie intuicja.
    Pozdrawiam uroczą duszę!
    Aleksandra W. R.

  32. W dzieciństwie oglądałam Vivę i zawsze lubiłam Małgorzatę Halber. Bo to równiacha, fajna babka. Polecam mądre słowa https://www.youtube.com/watch?v=gcqorbirBMA

  33. Wiem,że zabrzmi to jak frazes, ale dla mnie od zawsze piekno/ladnosc to nie zewnetrznosc, tylko cos co mamy w sobie. Od zawsze uwazam za atrakcyjne dla mnie pod wzgledem ,nazwijmy to,seksualnym osoby ktore sa „jakies” – maja fajny charakter,styl bycia,sa inteligentne,madre,robia cos fajnego,maja cos do powiedzenia,maja poczucie humoru…. wtedy nawet ich wady czy tzw. „niedoskonalosci” znikaja, nie maja znaczenia – ta osoba ejst wtedy dla mnie najpiekniejsza/najseksowneijsza wizualnie na swiecie. wtedy jej zmarszczki sa fajne, siwe wlosy ciekwe a faldka na brzuchu sexy. I sytuacja odwrotna, jak widze stereotypowa/popularna urode, czy to meska,czy kobieca a osoba o takim wygladzie jest nieciekawa,nudna,glupia,tepa…. – za zadne skarby nie chcialabym miec z taka osoba do czynienia. Za to wsrod wiekszosci ludzi zauwazam tendencje odwrotna – super popularne gwiazdy i gwaizdeczki za ktorymi mezczyzni i kobiety szaleja i uwazaja za szalenie piekne,ladne itd ale kompletnie nie interesujace intelektualnie a nadal im sie podobaja. ja tego osobiscie nie pojmuje – wolalabym isc z kims przecietnym z zewntatrz (w tym komercyjnym znaczeniu) ale interesujacym ,do wyra niz z przystojniakiem ktory jest po prostu glupi. i nie,nie sciemniam. po prostu dla mnie ktos SEKSOWNY to znaczy JAKIS – mam nadzieje,ze sa jeszcze tacy ludzie:) a Pania uwielbiam. wlasnie to jaka pani jest osoba stanowi o tym,ze jest pani dla mnie atrakcyjna i ladna. fizycznie.

  34. tym przyjemniej wyrzuca mi się już drugi dzisiaj worek ubrań przez okno. czuję się czasem jak kukła, na która każdy nakazuje zawiesić to tę, to tamtą szmatę, a teraz widzę, że to raczej zbroja zbudowana z wymagań oceniających, którą ciężko nosimy na grzbiecie. nie wiem, jak to jest, że cokolwiek nie osiągniemy, silne mądre kobiety, to wciąż pytamy wielkimi oczyma ”czy już wystarczy?”. co roku widzę Cię na offie i nigdy nie pomyślałabym, że czujesz tak też. dzięki Gosia, za ten tekst, masz piękną głowę, serio.
    a z innej: mimo utrzymywanej fasady ”odtąd-dotąd” wciąż zbieram do kieszeni śrubki.

  35. no i wuj Małgorzato,

    uzewnętrzniłaś to o czym myśli większość niegłupich kobiet. może nie musimy konfrontować się aż tak dosadnie ze swym wizerunkiem. w telewizji nie występujemy. ale jednak myśli nasze są symilarne.

    nie wiem czy to Ci coś da, ale: jesteś postacią telewizyjną, która kojarzy mi się z laską, która siedzi w tym wszystkim od gówniary i jest znana nie z pięknego sztucznego cyca, który po 30 latach obwiśnie tylko z oleju we głowie. zawsze masz coś do powiedzenia na temat muzyki i filmu. nie jest to odczytany z kartki scenariusz. tak więc dalej inwestuj w mózg. I pobudzaj dalej sapioseksualnych widzów.

  36. A ja zawsze chciałam mieć takie brwi jak Ty…. (każdemu się podoba co innego albo „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”) 😉

    Ale ja wiem. To nie o tym. 🙂 Chodzi po prostu o wymagania społeczne wobec kobiet i ocenianie je przez pryzmat urody. Bardziej niż mężczyzn.

    Masz się starać, zasługiwać, gimnastykować, żeby przypadkiem nie wyglądać źle. Coraz bardziej ta sytuacja do mnie dociera. Boli mnie. Za siebie i za inne kobiety. Bo kobieta to jest człowiek – niestety wiele osób o tym zapomina…

    W każdym razie mam to coraz bardziej w dupie i nie będę się nadmiernie certolić jak ktoś mi zajdzie za skórę. Koniec milczenia!

    Polecam „Biegnącą z wilkami” – byłam pewna, że jakiś pseudopsychoanalityczny bełkot, ale genialna pozycja, genialna. 🙂

    Aha, i ta płeć, dokładnie! Płeć to jest za mało by określić tożsamość człowieka, a tylu ludzi skupia się tylko na tym…. a to całe spektrum jest, odcienie kobiecości, męskości, mieszanki.

    Pozdrawiam!

  37. Jesteś ładna <3

  38. dla mnie nie jestes ladna.
    jestes piekna.
    i kocham twoje brwi. zawsze.

  39. Ten wpis był potrzebny. Dziękuję

  40. No własnie nie wiem jak to jest, że zawsze moim kolegom podobają się dziewczyny tak szalenie zwyczajne, jakby wyszły z chińskiej fabryki. Mało tego, one mają takie być, bo takie wyróżniające się, zbyt inteligentne, czy samodzielne są niebezpieczne, nieprzewidywalne. Nie ma nad nimi tej władzy zdjęcia im okularów i rozpuszczenia włosów, tej władzy odmienienia ich poprzez powiedzenie „dla mnie jesteś piękna”. Bo one już to wiedzą i takie zabiegi na nie nie działają.
    Ale czy taką niebezpieczną, nieprzewidywalną koledzy pochwalą? Bo może być, że jednym się spodoba, a innym nie i wtedy co? Będzie trzeba bronić swego wyboru jak niepodległości, a to jak z samochodem, lepiej mieć taki, co wszystkim się podoba.
    Koledzy mówią „a, ty patrzysz inaczej, bo jesteś biseksualna, szukasz czegoś innego”. Pewnie to prawda, trudno by mi było być dumną „z posiadania” takiej Angeliny uznawanej za bożyszcze, a jednocześnie codziennie być porównywaną. A tak, kobieta i mężczyzna mają dwa różne targety marketingowe i oboje mogą być piękni tak samo, tylko trafiać do innego segmentu klienteli. W ogóle, facet z pasją, taki co to nie jest przestylizowany i nie występuje w siatkowych adidasach to rzadkość. Oni też są zaszczuci. Żeby nie być zbyt atrakcyjnymi, bo potem słyszą, że zielone rurki pedalskie, że nie granatowa/ciemnozielona/szara/czarna marynarka to przesada. Rządzą nimi standardy ustalane przez maluczkich, co nie lubią się wychylać i nie zniosą, jak inny się wychyli.

    Nie wiem, czy od dziewczyny liczy się tak samo, ale muszę powiedzieć, Gośka, że jesteś spoko. Już od czasów Vivy zwróciłam na ciebie uwagę, bo byłaś inna, niż te inne, „ładne” lafiryndy z telewizji, których się nie pamięta. Ale może to dlatego, że mam słabość do blondynek.

  41. od „zawsze” uwielbiam Twoje spojrzenie na świat 🙂 Teraz tylko bardziej 🙂

  42. „Można nie być brzydkim, ale czuć się brzydkim. Szczególnie, kiedy jest się dziewczyną.” – genialna puenta.

  43. To niesamowite, jak nieskomplikowanie i otwarcie, na własnym przykładzie, potrafiłaś ubrać w słowa uczucia osób (przeważnie kobiet), wcześniej bezlitośnie ocenianych publicznie .
    Tym świetnym wpisem jak jednym ruchem, obnażasz prawdę o świecie i przywiązanych do niego ludzi.
    Oni kierując się pozorami i zewnętrznością, potrafią rozdzierać delikatne umysły i wrażliwe serca ocenianych osób, ot po prostu, bo zaślepienie ich umysłu nie pozwala dostrzec im ich własnej ordynarnej wewnętrznej brzydoty, gorszej od tej cielesnej. Kalecząc innych ostrymi niesprawiedliwymi słowami krytyki karmią siebie bólem tamtych myśląc ,że doda im to choć trochę więcej pewności siebie,urody albo uznania.
    Pamiętaj, że Ci którzy próbować będą zatruwać Cię swoimi płytkimi ocenami, sami sobie wypowiadany jad wstrzykują i nieświadomie sobie (nie Tobie) większą krzywdę robią.
    Obiektywnym okiem wizażystki i stylistki fryzur:
    Masz niebanalną urodę, której bardzo brakuje w tym plastikowym, poprawionym chirurgicznymi sztuczkami, nudnym świecie medialnym.
    Twojemu seksapilowi ukrytemu w spojrzeniu mogą pozazdrościć kobiety z pierwszych stron gazet. A pociągającej i intrygującej tajemniczości odczytywanej z Twojej skromnej nieskomplikowanej postawy, wiele kobiet mogłoby się od Ciebie uczyć. Twój intelekt, bystrość i błyskotliwość jest atutem strojącym Cię jak ekskluzywna sukienka która idealnie pasuje do Twojego zadbanego ciała.
    Łamiesz stereotypy i kładziesz nacisk na prawdę o kobiecości, która wyraża się byciu kobietą „do szpiku kości” nie tylko wyglądaniem jak kobieta.
    Masz w sobie to coś, czym byłabyś w stanie uwieść wszystkich mężczyzn świata.
    Niepokoi mnie jednak to, że … jeśli będziesz ulegać takim zewnętrznym opiniom, to bezmyślne okrutne słowa bezimiennych głupców, mogą wpłynąć destrukcyjnie na to cudowne, onieśmielające wręcz PIĘKNO jakie przedstawiasz tak wewnątrz jak i na zewnątrz.

  44. chciałabym być dziennikarką. i aż mi głupio, że tak często zastanawiam się nad tym, że telewizja dodaje 5 kg, że może będą ładniejsze, a głupsze i dostaną tę robotę. głupio mi, bo niby nie o wygląd tutaj chodzi, a jednocześnie o niego tak bardzo. nie wiem nawet, czy chwilami chodzi też o samo bycie brzydkim czy takim się tylko czucie…

    ech, dziwny jest ten świat.

  45. Jesteś moim Bohaterem 🙂

  46. Nie znam się na muzyce ani na kinie, ogladalam vive i wchodzilam na tmobile tylko po to, zeby Panią zobaczyć, posłuchać i poczytać. Przez ponad rok miałam Pani zdjęcie na tapecie, takie w różowym sweterku z guzikami na ramieniu i chyba spodnicy niebieskiej w fajowe wzory. Odważna, wrażliwa, zajebiście inteligentna, seksowna i piękna kobieta. Tak o Pani mysle.
    Moja dziewczyna jest o Panią zazdrosna.
    Brwi są fantastyczne. A od słuchania Pani głosu mam ciarki na plecach.
    Wierzę, że od czytania tych bredni mogło to wszystko przychodzić do głowy. Subiektywne, anonimowo okrutne komentarze uzewnętrzniają jednak kompleksy osoby piszącej. Ja ich nie mam, a Pani jest piękna wewnątrz i na zewnątrz.

  47. Hello. Great job. I did not expect this. This is a remarkable story. Thanks!

  48. Ktoś mnie kiedyś nauczył, że zamiast mówić komuś „Ładnie wyglądasz”, „Jesteś ładna” lepiej powiedzieć „Podoba mi się [coś]”. Gdzieś wtedy tworzy się w głowie myśl, że jeśli komuś coś się podoba, to miło, ale może się też komuś nie podobać (i w sumie co z tego) i nie ma czegoś takiego jak ogólna „ładność”, do której trzeba dążyć za wszelką cenę. Cieszy mnie, kiedy zaczepi mnie dziewczyna (zawsze dziewczyna!) i powie „podoba mi się Twoja fryzura”, z czystym sumieniem mogę odpowiedzieć „dziękuję, mnie ona również bardzo się podoba”

  49. Pani Małgosiu, Małgorzatko, Gosiu? Nie wiem jak mogę się zwracać. Niech będzie, że na Ty. Jeśli nie masz nic przeciwko. Ja Ciebie „znam”, z telewizji, kiedy to jako niezwykle podekscytowany uczeń podstawówki co jakiś czas zasiadałem na kanapie aby obejrzeć kolejny odcinek Toku kultury, Chartsurfera (moja ulubiona lista) lub jakiegokolwiek innego programu z Twoją obecnością. Byłaś moją ulubioną prezenterką/dziennikarką muzyczną. Miałem ledwie 10, 11, 12 i więcej lat, byłem jeszcze dzieckiem, jednak byłaś dla mnie idolką i autorytetem. I super osobą, którą uwielbiałem oglądać (tak, byłaś i jesteś piękną kobietą, nie ważne czy masz mejkap czy nie, jesteś urodziwa) oraz, a może przede wszystkim słuchać. Podobało mi się to jak mówisz oraz to o czym mówisz. Podoba mi się Twój głos, barwa, tembr, szybkość mówienia. Podoba mi się Twój styl, to jak mówisz, to co mówisz, jak budujesz zdania. Podoba mi się z kolei to, CO mówisz. Bo mówisz niesamowicie, „alternatywnie”, mądrze. Zawsze uwielbiałem słuchać, jak komentowałaś listy przebojów czy opowiadałaś jakieś anegdoty albo swoje przemyślenia np w chartsurferze. Wszystko to mi się podobało. Jasne, byłaś „tą super prezenterką, GWIAZDĄ z telewizji”. Ale mimo młodego wieku widziałem w Tobie nie tyle idolkę, co autorytet. Osobę, która jest mądra, której udało się robić to co lubi, która jest kompetentna, mądra i profesjonalna. Bo według mnie idolem jest się za coś, z czym się urodziło. A autorytetem jest się za swoją postawę życiową, za swoje wybory, za swój styl bycia. Za styl życia. Za mądry styl życia. I ja za coś takiego cenię ludzi.
    Co prawda czasem mnie lekko denerwowałaś tymi alternatywnymi gustami, bo jako dzieciak byłem z jednej strony też alternatywnie muzycznym człowiekiem, i nadal jestem, ale z drugiej strony w dużej mierze też komercyjnym fanem – i wkurzałem się, gdy np śmiałaś się z tokio hotel, których lubiłem. Ale no, 14 lat miałem, miałem prawo głupio się denerwować 🙂 (W sumie to nie powinienem pisać takich negatywnych rzeczy, no ale może to jest nawet jakieś pokazanie zalety, że nie odbierałem Cię jakoś tak fanatycznie jednomyślnie? Że nie darzyłem Cię „ślepą” sympatią. Jeśli mimo wszystko ktoś, kto jest naszym idolem i autorytetem zrobi coś, co nam się nie do końca spodoba i jesteśmy w stanie to obiektywnie stwierdzić – uwielbiam ją/go, ale akurat tutaj mi się nie spodobało co zrobił, to chyba świadczy to o tym, że dojrzale oceniamy daną osobę. A nie ślepo zapatrzeni.

    Ale mniejsza o to. Do rzeczy. Fajnie było razem z Tobą dorastać, no ale niestety ostatnio stacje muzyczne strasznie się zmieniły, zauważyłem Cię w VH1, a potem zniknęłaś na dobre. Dopiero niedawno, w erze facebooka, gdzie „zwykli” ludzie mogą być w bliskim kontakcie z idolami/autorytetami z telewizjii, prasy czy innych mediów – postanowiłem Cię wyszukać na fb, bo nie znalazłem w necie informacji co teraz robisz – czy gdzieś pracujesz jako dziennikarka czy co się z Tobą stało. Bo chciałem zobaczyć co teraz robisz, jak się zmieniła moja dawna ulubiona dziennikarka muzyczna. W końcu oprócz fantastycznych, acz raczej nie do spełnienia marzeń o byciu piosenkarzem, mam też „realny” plan na życie – dziennikarstwo. A raczej miałem, bo po trzyletnich studiach zdałem sobie sprawę, że się do tego po prostu nie nadaję. Ani fizycznie, ani psychicznie, ani umysłowo. Ale nie ważne. No i po prostu sama świadomość, że „jeśli ona gdzieś pracuje, coś robi nowego, to chcę obejrzeć każdy jej program, przeczytać każdy tekst!”. I trochę mnie zasmuciło, gdy poczytałem Twoje posty, że w sumie to nieciekawie się u Ciebie dzieje. I zawodowo i prywatnie. To straszne, że w dzisiejszych czasach profesjonalni, dobrzy, mądrzy ludzie mają gorzej od skretyniałych debili. Dlaczego coraz więcej jest dziennikarek, które pracują dupą? Dlaczego celebrytki zarabiają więcej niż profesorowie czy fachowcy w swojej dziedzinie – dziennikarze, rzeźbiarze, performerzy. I życzę Ci, życzę aby Ci się w życiu wszystko super ułożyło. Zawodowo, prywatnie ,osobiście. Bo zasługujesz na to jak mało kto.

    W sumie tak dzisiaj dokładniej przyjrzałem się Twojego vlogowi (jest super, oby więcej odcinków), poczytałem więcej postów, jakichś tekstów np na tmobile czy gdzieś indziej (jezu, i Ty dziewczyno twierdzisz, że „nie czujesz się na tyle mądra, aby zapukać do jakiejkolwiek redakcji” ? Przecież Ty na głowę bijesz WSZYSTKICH dziennikarzy muzycznych w tym kraju, I Nie tylko muzycznych, uwielbiam Twoje refleksje, dygresje, opisy.). I zacząłem czytać codziennik. Pierwszy wpis, tzn ostatni – o byciu depresyjnym mnie „dotknął”. Poczułem się jakbym czytał o sobie. Doskonale, doskonale rozumiem wszystkie Twoje „stany”, problemy i refleksje związane z prawem do bycia zmęczonym, do bycia słabym, do bycia niepotrzebnym. CO prawda i tak twierdzę, że Twoje życie jest o wiele bardziej ciekawe i lepsze od mojego, ale jakoś tak się nie załamałem jak Ty. Jeszcze. nie wiem dlaczego, bo nie jestem „prawdziwym, stuprocentowomęskim facetem”. Płaczę i nie wstydzę się tego, mimo 23 lat. Ale chyba wszystko przede mną.
    Natomiast przyczyną powstania tej wiadomości/listu/jak zwał tak zwał był drugi wpis, który przeczytałem, pt „Chcę być ładna”. Automatycznie, po przeczytaniu kilku pierwszych słów „o cierpieniu” wyszukałem sobie depresyjny podkład pod czytanie reszty wpisu, który towarzyszy mi nadal, podczas pisania tego tekstu – https://www.youtube.com/watch?v=gIuotFZnBtk uwielbiam takie melancholijne melodie. Są piękne. Depresyjne jak niektóre piosenki mojego ulubionego Evanescence.

    Przeczytałem tekst, który bardzo mnie poruszył. Z jednej strony dlatego, że tez mnie trochę dotyczy. Jestem czasem wrazliwy, teraz to się ujawnia, i mam podobne problemy (mimo, iz jestem facetem, ale to chyba dobry przyklad na to, ze nie liczy sie czy ktos jest facetem czy kobieta, liczy się to, że jest CZŁOWIEKIEM). A z drugiej strony poruszyło mnie to, jak piękne napisałaś ten tekst. Każde zdanie jest takie wzruszające. Jak szczerze, pięknie o tym wszystkim piszesz. I stwierdziłem – napiszę do Ciebie. Powiem, że kiedyś byłaś moją idolką. Teraz jesteś przede wszystkim autorytetem. Idolką oczywiśćie też, bo chciałbym mieć taką lekkość w prowadzeniu programów, w występowaniu, w mówieniu jak Ty. (Ale cóż, ciężko jest ładnie mówić, gdy cierpi się na zaburzenia mowy – jąkanie). CHciałbym posiadać taką wiedzę jak Ty. Ale przede wszystkim jesteś autorytetem. Bo widzę, że na świecie jest też ktoś, kto autentycznie, a nie komercyjnie, ma w życiu wzloty, ale także upadki. Kto ma upadki. Tak jak ja. Kto też sobie czasem nie radzi, kto też czasem nie widzi sensu, kto też pyta „po co”. I jednocześnie potrafi o tym mówić tak niebywale pięknie, tak niesłychanie wzruszająco, że paradoksalnie jest to MOTYWUJĄCE. Nie wiem czy dla wszystkich czy tylko dla mnie, ale motywujesz mnie. Tak jak rockowe ballady – z jednej strony są smutne i pogłębiają stan melancholii, jednak z drugiej równocześnie człowieka motywują, pomagają mu poradzić sobie z własnymi problemami. A gdy człowiek ma świadomość, że są też inni, którzy też sobie nie radzą i którzy z pełną świadomością wiedzą i mówią, że człowiek MA PRAWO sobie nie radzić i że nie jest to niczym złym – to bardzo motywuje. Amy Lee, wokalistka Evanescence kiedyś powiedziała, co zapamiętałem mając 13 lat, i co BARDZO mnie wsparło – „Poprzez naszą muzykę chcemy ludziom przekazać, że nie są sami ze swoimi problemami”. To było motywujące. Oprócz zwykłego uwielbienia do tej muzyki i tekstów doskonale opisujących me, burzliwe, „ciemne” dorastanie i problemy, doszła naturalna niesamowita identyfikacja z tym zespołem i z tym przesłaniem. I mają niesamowicie czarne myśli, chcąc wiele razy popełnić samobójstwo mając lat „naście”, jakoś udało mi się przeżyć. Bo mimo, iż zawsze byłem nie tyle sam, ile samotny, to zawsze w środku wiedziałem, że „nie jestem sam ze swoimi problemami”. Byłem nastolatkiem, te słowa kierowała do mnie idolka rockowego zespołu. Może naiwne, może „bajkowe”, może dziecinne. Minęło 10 lat, dorosłem, dojrzałem, o samobójstwie prawie nie myślę, a już na pewno nic nie zamierzam poczynić w tym kierunku. Jednak wiele problemów zostało, pojawiły się nowe. I nadal czuję się bardzo samotny, jednak mimo iż nadal uwielbiam zespół i nadal znajduję ukojenie i ucieczkę z realnego świata do muzyki, to potrzebowałem kogoś z „realnego” świata, kto mógłby mnie wesprzeć. Z kim mógłbym się identyfikować. I przez te lata nie mogłem nikogo takiego znaleźć. Nie było bodźców do zmiany swego życia, albo chociaż do pogodzenia się z nim. Aż do teraz, aż do dzisiaj. Gdy zobaczyłem, że realna osoba, która gdzieś tam sobie w kraju żyje, która jest zwyczajną, normalną, mądrą osobą, w wielu aspektach podoba do mnie mówi szczerze i wzruszająco o problemach, które też mnie dotyczą. I to mnie poruszyło. Nie zainspirowali mnie rodzice, znajomi, ludzie ze szklanego ekranu czy psychologie. Żadni lekarze, żadni wujkowie dobra rada plotący o tym, jak to zmienić swoje życie w czterech krokach, żadni trenerzy interpersonalni. Dziś poczułem, że kurwa, po raz pierwszy od bardzo dawna ktoś mnie tak bardzo wzruszył, poruszył, jednocześnie zasmucił ale i dodał otuchy.
    I dziękuję Ci za to. Bo jakoś teraz mogę lekko westchnąć z myślą, że to jednak świat jest popierdolony, a nie ja, skoro jest jeszcze ktoś, kto też jest świadomy swych słabości i postuluje o prawo do bycia słabym. Jesteś niesamowicie mądrą, inspirującą i piękną kobietą. Po prostu – piękną kobietą. i fizycznie i mentalnie. za całokształt, po prostu. To wszystko co napisałem składa się dla mnie na piękno człowieka. I ty jesteś „piękna” w swej istocie. Kiedyś stwierdziłem, że „piękne” kobiety i autorytety to dla mnie takie postacie jak Maria Peszek, Krystyna Mazurówna czy Maria Czubaszek. Słuchając ich, to co mówią oraz jak mówią, to jak żyją są dla mnie inspiracją. TO są dla mnie pięknie kobiety, a nie jakaś Doda czy Katarzyna Cichopek. Jednak mimo wszystko to wszystko to były postacie z innego świata. Bo znane, bo sławne, bo smakują luksusu. Bo „stać” je na bycie melancholię. A prawdziwe piękne jest w tych, kto naturalnie jest melancholijny. I ty jesteś realnie, prawdziwie piękna. Mimo, iż byłaś/bywasz w mediach, to ja traktuję Cię jako zwyczajną (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) osobę. Jako jedną z tysięcy, które mijam na ulicach, a które nigdy nie poznam. I cieszę się, że na świecie są jeszcze takie osoby piękne jak Ty. I dziękuję za to co robisz i jak robisz. Za posty na fejsie, za vloga, za felietony. Bo dzisiaj mnie niesamowicie wzruszyłaś. I może się prześpię, a jutro wstanę weselszy, to jednak myślę, że na bardzo długo, jeśli nie na zawsze zostanie we mnie to wzruszenie i podziw, szacunek i to, że mam nowy-stary, mocny autorytet w życiu, o który mogę się najzwyczajniej w świecie duchowo oprzeć, jakim jest piękny człowiek – Małgorzata Halber.
    Dziękuję.

  50. kocham cię pięćdziesięćpiętnaście za ten tekst

    choć guglam te twoje nieładne ciało i nie wiem co myśleć mam, bo przecież ta osoba jest ładną, śliczną wręcz…

    czytam ten tekst i „o cierpieniu” i myślę podobnie, i myślę, że może zjebali nas bohaterowie tacy jak wspomniany Dartagnan, jak Tomek Sawyer, Jonatan Lwie Serce, te pieprzone filmy z lat 80 z Indianą Jonesem, Martym McFly’em i innymi cholernymi romantykami. Uczyniły z nas wieczne dzieci (przynajmniej mnie) nie gotowe na świat, w którym żyjemy – „ludzie nie będą się z tobą patyczkować”, „wszyscy dbają tylko o siebie”. Słyszę to na każdym kroku i chce mi się wyć do księżyca. I smutno mi jakoś tak kurwa permanentnie.

    chcę to skasować i nic nie napisać bo po co

    enter

  51. Cześć, pamiętam Cię z Vivy od zawsze i pamiętam też, że się dziwiłam. Za każdym razem jak widziałam Cię w telewizji, to dziwiło mnie jak to jest, że taka bystra dziewczyna pracuje pośród tych pozostałych 😉 (nikomu nie uwłaczając, ale jednak viva nigdy nie była najwyższych lotów). Pamiętam też, że ilekroć trafiałam na jakiś program z Twoim udziałem, to jednak zostawiałam vivę, bo lubiłam Twój sposób bycia, lubiłam cięte komentarze i nie przypuszczałam, że możesz mieć jakiś problem z samooceną. Po przeczytaniu tego wpisu poczułam, że „mamtak!”, że bardzo tak mam, i z babcią, i z ogródkiem, i z błotem, i ze smarem oraz resztą mniej ważnych spraw. Ale bardzo powoli dochodzę do momentu, w którym już będę pewna, że za ładną można zawsze się przebrać… a ważniejszym jest żeby będąc czasem brzydką nadal mieć coś jeszcze w zanadrzu 😉 naprawdę trudniej jest się przebrać w drugą stronę 😉

  52. Dzień dobry. Pani artykuł zainspirował mnie do opisania mojego spojrzenia na kobiecość, pojęcie piękna i feminizm – zapraszam do lektury, jeśli Pani zechce: „List otwarty do Pani Małgorzaty Halber” – http://tosterpandory.pl/?p=2438

    Z pozdrowieniem, Justyna Karolak.

  53. Jesteś ładna i nie ma tu czym się przejmować 😉 „Nie to ładne co ładne, a co się komu podoba”, zawsze znajdzie się ktoś kto wytknie Ci w ordynarny sposób, że nie pasujesz do jego wizji, bo świat jest pełen przemocy i jadowitych, pasywno-agresywnych ludzi, którzy być może nie zdają sobie sprawy jak swoim sposobem bycia i wyrażania się potrafią innym dopie*dolić. I są też takie dni, każda kobieta je ma, kiedy patrzysz w lustro i totalnie hejtujesz to co widzisz – „dear face, get preatier” (ja tak mam cyklicznie, czysta biologia).

    Teraz kazanie.

    Ciężko wyplenić też ten sposób zachowania a’la Primadonna u kobiet, które się zrobią na bóstwo i zstąpią tuż obok Ciebie w zbiorkomie, mierząc brzydsze niewiasty w mniej odświętnych i fancy ciuszkach jakby były bytami drugiego sortu – automatyczny „shaming”. Laski srsly, o ile przyjemniej by nam się żyło na tym świecie gdybyście się uśmiechnęły zamiast nadymać upaćkane matową czerwienią usta w wyrazie wulgarnej wręcz wyższości. Galeria handlowa to nie wybieg, a to że ubrałyście szpilki 12 cm z Zary nie czyni z Was supermodelek, pamiętajcie o tym i warto, żeby przed tym jak już na 2h zamkniecie się w garderobie wyszukując najbardziej cool outfit zastanowiły się po co to robicie, dla kogo i ile w sposobie w jaki prezentujecie się światu jest prawdziwych Was, a ile zimnej kalkulacji. I może po takiej refleksji będzie łatwiej: znaleźć faceta, dostać uśmiech od kasjerki która dotąd na Ciebie burczała, pogadać z przypadkową osobą w autobusie i łatwiej popatrzeć w lustro bez ciągłego poprawiania się, załamywania rąk, że znowu nie to, że to nie działa, że są ładniejsze, że nie jestem idealna.

    Do czego zmierzam to to, że w 90% przypadków robimy to sobie sami. Pozwalamy żeby hejt na nas wpływał, kształtował nas, zmieniał, dostosowywał pod standardy, których stopniowa adaptacja sprawia, że coraz mniej tolerujemy siebie takimi jacy jesteśmy, a coraz więcej chcemy być jak ta Piękna, czy o tamta na Instagramie. Nie może z tego wyniknąć nic dobrego. I nie, nie jestem piewcą pustych frazesów w stylu „zaakceptuj siebie no matter what”, to nic nie znaczy, w praktyce nie istnieje. Mi pomogło wsłuchanie się w siebie, w swoje realne potrzeby, analiza tekstualna, higiena psychiczna i dystans. Brak dystansu, trzeźwej oceny rzeczywistości to katastrofa – łatwiej dać się zmanipulować niż wziąć życie w swoje ręce i samej utorować własne standardy i się ich trzymać.

  54. Ja myślałam, że jestem ładna. Ale wtedy jakiś obcy, pijany facet powiedział mi na ulicy w twarz „Jezu, jaka jesteś brzydka!”. I wtedy setki komplementów jakie w życiu usłyszałam nagle przestały istnieć. Od tej chwili istniało tylko słowo „brzydka”. To strasznie puste, ale załamałam się. Zaczęłam przeglądać się w lustrze, oglądać swoje zdjęcia i zastanawiać się, czy miał rację. Jakiś czas przechodziłam w wielkich swetrach i potarganych włosach. Jak brzydka, to brzydka, a „zrobienie się” tylko podkreśli kontrast między tym, kim jestem, a tym, kim chciałabym być. Ale pewnego dnia pomyślałam: Nie. Ja JESTEM ładna. Czuję się ładna. Podobam się sobie. Umówiłabym się ze sobą. Zresztą, umawiałam się z niejednym facetem i każdy był tysiące razy atrakcyjniejszy od tego buraka, który nazwał mnie brzydką. I będę nosiła sukienki, rozpuszczę włosy, będę szła z podniesioną głową i uśmiechała się do wróbli. Mam w nosie co myślą inni. I tyle:-)

  55. Zawsze podobała mi się Pani….Piękna o Cudownym Uśmiechu ….Marze aby kiedyś spotkać i zobaczyć i usłyszeć ten głos….Pozdrawiam Cieplutko.Tyle chciał bym napisać ale aż głupio ta inteligencja i swoboda w tym całym pisaniu u Pani …

  56. Trafilam na bloga przypadkiem. Ten wpis bardzo mnie urzekl i nie moglam nie pozostawic po sobie komentarza.
    Po pierwsze – jestes fajna! To jest o wiele wazniejsze wg mnie okreslenie niz ‚ladna’.
    Po drugie – zawsze uwazalam Cie, za oryginalna, inteligentna i pewna siebie dziewczyna, ktora jest godna nasladowania.
    Po trzecie – z czasow natsoletnich tylko Twoje wypowiedzi w Vivie pamietam jako wartosciowe (nie tylko tak nastoletnio wartosciowe, ale zapewne wartsciowe i do dzis)
    Po czwarte – zawsze bylam wielka fanka Twojej urody i nikomu do stawiania Cie obok szeregu klonow.
    Po piate – zawsze zazdroscilam tych zajebistych brwi, ktore nadawaly Ci niepowtarzalnego charakteru. Zadne waskie, wymuskane, wyskubane nie dawaly takiej pewnosci w spojrzeniu.
    po szoste – mieszkam w Szwecji i tu jest zatrzesienie wlasnie takich typowo ‚ladnych’ blondynek, ktore chodza na tenisa, nosza smukle ciuchy a po ich ramionach splywaja blond wlosy. Nie ma w tym nic fascynujacego.
    Po siodme – na pewno tu wroce, bo mam beznadziejny tydzien i naprawde czytajac Twoje notki poprawil mi sie humor. A najwazniejsze, ze dzis wieczorem, kiedy wroce do domu i zbierajaca sobie smutki zyciowe, kiedy pochlipie w poduszke, pomysle sobie, ze wlasnie wtedy jestem ladna.
    pozdrawiam!

  57. Zacznę przewrotnie, od końca tego, co myślę.
    A czy to jest jakiś problem, żeby wydepilować brwi? Żeby o siebie zadbać? Dla przeciętnej kobiety nie, i nie chodzi mi tu o bycie metro-kobietą. Ale jeśli coś sprawia, że pęseta nosi znamiona wroga ludzkości, to problem na pewno nie leży w brwiach.

    To, co chciałam naprawdę powiedzieć… Widziałam Panią w telewizji setki razy i owszem, wiem, jak Pani wygląda. I myślę, że tak jak dla mnie, tak dla wielu innych osób jest Pani najbardziej rozpoznawalną twarzą Vivy, symbolem prezenetera muzycznego i co więcej…

    obecni prezenterzy są na Pani podobieństwo wybrani, bo to Pani wyznaczyła styl.

    (A tak najbardziej od siebie. Super było wiedzieć, że mając mały biust, można być „gwiazdą” telewizji, prezenterką międzynarodowej stacji. I że nie trzeba być idealną. Żeby ktoś mnie podziwiał.)

  58. Nie wiem skąd takie przemyślenia, skoro Twój kolega miał rację 🙂

  59. nie znam Cie, ale czytam tu i przeczytalam ksiazke… Jestes piekna i madra, ale nie ma znaczenia co o Tobie sadze, skoro sama nie czujesz sie pewnie. Internetowym hejterom nalezy wspolczuc, jaki bowiem trzeba miec umysl, zeby wylewac na kogos pomyje, bezwiednie krytykowac, przypierdalac sie do wygladu? Prawdopodobnie a)plytki, b)nieszczesliwy, c)pomieszany lub wszystko na raz. I misza z tym zyc na codzien!

  60. Niewystarczajaca

    dziękuję Ci

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *